„Komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie.” (Łk 12,48)
Żyjemy w czasach, w których gromadzenie wiedzy bywa często celebrowane samo w sobie. Nauka języków obcych, opanowanie złożonych struktur językowych i umiejętność komunikowania się w wielu językach stały się symbolem statusu, kompetencji i kulturowego wyróżnienia. Jednak w świetle wieczności pojawia się pytanie zasadnicze: jaki pożytek z mówienia w dziewięciu językach, jeśli ten talent nie zostaje oddany Chrystusowi dla zbawienia dusz?
Znajomość języków jest darem — a każdy dar jest jednocześnie powołaniem. Każdy talent dany przez Boga niesie w sobie wymaganie misji. Tak jak w przypowieści o talentach (Mt 25,14–30), sługa, który ukrył powierzony mu dar, został potępiony nie za czynienie zła, lecz za zaniedbanie dobra, które mógł i powinien był uczynić. Uczy nas to, że zaniechanie, duchowe uśpienie i bezpłodność są formami niewierności.
Poliglota, który nie pisze, nie nagrywa budujących treści, nie tłumaczy ważnych dzieł, nie stara się kształtować sumień ani podnosić intelektów w świetle prawdy, staje się podobny do drzewa, które choć pełne liści, nie przynosi owocu. Jeszcze poważniejsze jest to, gdy taki talent zostaje zamknięty na służbę Bogu, jakby był jedynie osobistym lub akademickim osiągnięciem, a nie narzędziem Opatrzności do ewangelizacji narodów.
Znajomość języków powinna być podporządkowana misji. Chrześcijanin, szczególnie ten obdarzony rzadkimi darami, nie może zapominać, że ostatecznym celem każdej inteligencji jest chwała Boża i zbawienie dusz. Mówić wieloma językami i nie ewangelizować — to jak mieć dostęp do dziewięciu mostów i nie chcieć przejść żadnym z nich, aby dotrzeć do oddalonego brata. To marnowanie bezcennych środków miłości bliźniego.
Powołanie kapłańskie jeszcze wyraźniej ukazuje porządek życia duchowego: całkowicie oddać się, w zasługach Chrystusa, dla zbawienia dusz. Nawet świecki, w swoim własnym stanie, jest wezwany do uświęcania świata. Sobór Watykański II naucza, że dary Ducha Świętego mają służyć budowaniu Kościoła i przywracaniu wszystkiego w Chrystusie. Jak zatem zachować talent w milczeniu, zamknięty w sobie, gdy świat woła o światło, prawdę i kierunek?
Trzeba pamiętać: nie zostaliśmy stworzeni, by gromadzić, lecz by ofiarować. Bóg nie będzie nas sądził po liczbie języków, którymi się posługiwaliśmy, ale po miłości, z jaką ich używaliśmy do budowania, nauczania, pocieszania, upominania, nawracania. To, co zrobimy z otrzymanymi darami, powie w dniu Sądu, kim naprawdę byliśmy.
Bardziej niż do gromadzenia zdolności, które są przemijające, jesteśmy powołani do przynoszenia owoców dla życia wiecznego. W czasach tak wielu pustych słów, niech przynajmniej nasze — wypowiedziane w jakimkolwiek języku — prowadzą do Słowa, które stało się ciałem, zamieszkało między nami i dało nam, na Krzyżu, jedyny język, który naprawdę zbawia.
Nenhum comentário:
Postar um comentário