Teza: „Klasa gadająca nie zajmuje się już dziennikarstwem jako badaniem i ustalaniem faktów, lecz próżnym powtarzaniem narracji, przekształcając się w armię zawodowych komentatorów.”
Diagnoza Olava de Carvalho na temat współczesnego dziennikarstwa jest brutalna i trafna: według niego mamy do czynienia z klasą gadającą — kastą, która utraciła więź z prawdą faktualną i zaczęła żyć z hałasu opiniotwórczego. Ta klasa jednak nie tylko mówi — mówi po to, by uciec od rzeczywistości. W grę wchodzi estetyka symulacji, nie zaś zobowiązanie wobec prawdy.
Co ciekawe, zjawisko to znajduje teoretyczny odpowiednik w twórczości Thorsteina Veblena, amerykańskiego ekonomisty i socjologa, który ukuł termin „klasa próżniacza” w swoim klasycznym dziele The Theory of the Leisure Class (1899). Veblen analizował mechanizmy prestiżu społecznego oparte na ostentacyjnej konsumpcji i ceremonialnym próżniactwie.
Zainspirowany tą krytyczną zbieżnością, wyobraziłem sobie fikcyjny dialog między Olavem de Carvalho a Thorsteinem Veblenem — obaj spoglądają na współczesne dziennikarstwo przez pryzmat swoich koncepcji:
[Miejsce: stare biuro wyłożone książkami. Olavo pali fajkę. Veblen, siedząc naprzeciwko, notuje coś w skórzanym notesie.]
Olavo de Carvalho:
Thorstein, ty, który pisałeś o klasie próżniaczej, dobrze wiesz, że pewne elity żyją z pozorów pracy, a nie z pracy samej. Otóż ta kanalia, która nazywa siebie „dziennikarzami”, to dziś najczystszy przykład nowoczesnej klasy pasożytniczej.
Veblen:
Zgadzam się z tobą, Olavo. Widzę dziś profesjonalistów, którzy zamiast wykonywać produktywną funkcję — czyli badać, relacjonować, edukować społeczeństwo — wolą zajmować się tym, co nazwałem ostentacyjnym konsumowaniem symbolicznego prestiżu. Oni epatują opinią jakby była własnością.
Olavo:
Świetnie powiedziane! Nie produkują informacji. Produkują zarozumiałość. Nie prowadzą dochodzeń, tylko papugują. A jak oni mówią, mój Boże! Mówią bez przerwy. To właśnie ta gadatliwa klasa, o której często mówię. Tyle że mówią, jakby wydychali dym — żeby stworzyć mgłę, zasłonę dymną.
Veblen:
Dokładnie tak. Mówienie w tym przypadku to tylko rytualny gest. To nie jest komunikacja; to oznaczanie terytorium. Budują reputację na udawanej erudycji. Są intelektualistami tylko z formy, nigdy z treści.
Olavo:
A co najbardziej ironiczne — ta afektacja jest przedstawiana jako moralne zaangażowanie. Nieustannie mówią, że „walczą z dezinformacją”, ale w rzeczywistości dezinformują z patologiczną pychą. To już nie dziennikarze — to zawodowi komentatorzy, jak ci pasożyci w kamizelkach w redakcjach gourmet.
Veblen:
To pokrywa się z moimi obserwacjami na temat społecznych rentierów: jednostek funkcjonujących wyłącznie w systemach prestiżu, odłączonych od jakiejkolwiek konkretnej bazy materialnej. Twoja krytyka jest trafna: dziennikarstwo, tracąc swoją praktyczną funkcję, staje się kolejną ozdobą symbolicznej elity.
Olavo:
Tak. To bardowie globalizmu, powielacze dominującego dyskursu, ludzie, którzy zastąpili odwagę myślenia wygodą przynależności. W praktyce to nowi próżniacy — utrzymywani nie z ziemi ani tytułów szlacheckich, lecz z instytucjonalizowanego kłamstwa.
Veblen:
I jeszcze się tym chełpią. Ta gadająco-próżniacza klasa zamienia kapitał moralny — kiedyś zarezerwowany dla tych, którzy coś poświęcali dla prawdy — w walutę autopromocji. Kasta oddana symulacji.
Olavo:
A więc, Thorstein: twoja „klasa próżniacza” ma dziś mikrofon, kolumienkę w gazecie, zweryfikowany profil i poczucie globalnej misji. Tylko wstydu nie ma.
Komentarz Krytyczny
Z tego wyimaginowanego dialogu wyłania się teoretyczna zbieżność dwóch myślicieli, którzy nigdy się nie spotkali, ale dopełniają się w krytyce: Veblen oferuje ramy ekonomiczno-socjologiczne, podczas gdy Olavo celnie uderza w konkretną kulturę naszych czasów, zwłaszcza w obszarze mediów.
Klasa dziennikarska, która powinna działać jako ramię rzeczywistości — szukać faktów, odważnie je ustalać, opierać się presji władzy — stała się swego rodzaju kapłaństwem banału. Współczesny dziennikarz często bardziej przejmuje się tonem wypowiedzi niż jej prawdziwością; symbolicznym echem tweeta niż głębią dochodzenia.
Nałóg pozorowanego zaangażowania zastępuje cnotę uczciwości. To estetyka inscenizowanej cnoty, moralizmu wystawowego. Mowa stała się instrumentem dystynkcji, jak koń rasowy czy wiktoriański frak elit XIX wieku. Tak jak próżniaczy arystokrata spacerował z chartem i hebanową laską dla zaznaczenia statusu, współczesny dziennikarz obnosi swoją cyfrową oburę, by zasygnalizować przynależność.
Krytyka Olava to zatem więcej niż zniewaga — to diagnoza kulturowa. A lektura Veblena służy tu jako socjologiczna lupa pozwalająca dostrzec ten fenomen.
Jeśli chcemy uratować dziennikarstwo — a przez to przestrzeń publiczną — przed tyranią symulacji i pustej mowy, musimy przywrócić związek między językiem a rzeczywistością, między opinią a odpowiedzialnością, między mową a prawdą. W przeciwnym razie nadal będziemy w rękach tej kasty zawodowych komentatorów: gadatliwej klasy próżniaczej, spadkobierców bezproduktywnej arystokracji, którą Veblen tak trafnie zdemaskował.
José Octavio Dettmann
Rio de Janeiro, 17 maja 2025 r. (data oryginalnej publikacji).
Nenhum comentário:
Postar um comentário