W sercu peruwiańskiej Amazonii, między lasem a granicą z brazylijskim stanem Acre, leży prowincja o nazwie Puros. Oficjalnie jest częścią Peru, ale w praktyce to brazylijska ziemia — z duchem i faktem. Ludzie mówią tam po portugalsku, używają reala, oglądają brazylijską telewizję, kibicują „canarinho” i uczą się czytać z podręczników brazylijskiego ministerstwa edukacji. Co więcej: od prawie dwóch dekad ta ludność domaga się formalnej integracji z Brazylią — nie z przymusu, lecz z powodu opuszczenia przez państwo i kulturowej bliskości.
Ta rzeczywistość, ignorowana przez wielkie fora dyplomatyczne, wystawia na próbę współczesne pojęcia suwerenności terytorialnej i ukazuje upadek porządku politycznego opartego na ideologicznych abstrakcjach i sztucznych umowach. Co więcej, ten przypadek skłania nas do refleksji nad prawdziwym znaczeniem ojczyzny, narodu i przynależności.
Rozszerzenie oparte na Chrystusie
W przeciwieństwie do dawnych strategii imperialistycznych, które wykorzystywały czołgi, drakońskie traktaty lub ideologiczną infiltrację, obecność Brazylii w Puros dokonała się bez jednego wystrzału. Poprzez leki, nauczycieli, radia, kulturę, więzy rodzinne i podstawową pomoc. Ta obecność — dyskretna, ale stała — wyraża coś, czego konwencjonalna geopolityka nie pojmuje: rozszerzenie oparte na poczuciu przyjęcia ziemi jako domu w Chrystusie, przez Chrystusa i dla Chrystusa.
Taka obecność nie jest kolonizacją. To misja.
To Chrystus, który jest służony na odległych ziemiach nie bronią, lecz chlebem; nie propagandą, lecz komunią; nie dominacją, lecz wspólnym życiem. Prawdziwa suwerenność rodzi się z porządku naturalnego i nadprzyrodzonego, a nie z kartograficznych układów, które ignorują pragnienia konkretnych ludów.
Dane potwierdzające upadek Wielkiej Ojczyzny Boliwariańskiej
Sytuacja Puros obnaża klęskę kontynentalnego projektu boliwariańskiego, który miał stworzyć wielką ideologiczną ojczyznę Ameryki Południowej, a skończył się porzuceniem całych populacji i zinstytucjonalizowaną nędzą. Oto dane:
-
Prowincja ma ponad 17 tys. km² (prawie tyle co Sergipe), ale liczy tylko około 4 tys. mieszkańców — jedna z najmniejszych gęstości zaludnienia na kontynencie.
-
Dostęp jest skrajnie utrudniony lub nieistniejący: brak dróg, kolei i regularnych lotów. Jedynym funkcjonującym środkiem transportu jest rzeka Puros, dopływ Amazonki.
-
Wskaźnik ubóstwa przekracza 60%, a analfabetyzm sięga ponad 20% w niektórych społecznościach.
-
Mniej niż 30% ludności ma dostęp do podstawowej kanalizacji.
-
Nowy sol peruwiański został w praktyce zastąpiony przez brazylijskiego reala.
-
Ponad 70% konsumowanych produktów pochodzi z Brazylii, a co najmniej jedna trzecia mieszkańców ma więzi rodzinne lub handlowe z Acre.
-
Brazylijskie szpitale przyjmują pacjentów z Puros, nawet bez krajowej dokumentacji.
Te dane to nie tylko statystyki: to świadectwo realnej obecności jednego państwa (Brazylii) i systematycznej nieobecności drugiego (Peru).
Uzasadniona prośba ignorowana przez upadłe ideologie
W 2005 roku przywódcy rdzenni i lokalni sporządzili protokół, zwołali publiczne zebranie i złożyli petycję z setkami podpisów, domagając się aneksji Puros przez Brazylię. Motywacja była jasna: „Czujemy się bardziej Brazylijczykami niż Peruwiańczykami. Jedyna nadzieja na postęp leży po drugiej stronie granicy”.
W 2014 i 2016 roku debata została wznowiona i poszerzona, napędzana rosnącą zależnością od brazylijskich usług.
Odpowiedź państw? Milczenie.
Rząd peruwiański ograniczył się do potwierdzenia swojej suwerenności — na papierze. Rząd brazylijski, uwięziony w traktatach OPA, ONZ i zobowiązaniach do nienaruszalności terytorialnej, udaje, że nie widzi. Ale to traktaty mają służyć człowiekowi, a nie człowiek traktatom. Gdy lud domaga się sprawiedliwości, godnego życia, prawdziwych więzi — czy można odpowiedzieć zimnym argumentem granicy?
Geopolityka i Kairos: gdy nadchodzi godzina prawdy
Prawda jest taka, że brazylijska obecność już pokonała dystans geograficzny, dyplomatyczne zaniedbanie i ideologiczną obojętność. Gdzie krąży pieniądz, tam zapuszcza się kultura. Gdzie mówi się językiem, tam formuje się lud. Gdzie służy się Chrystusowi, tam jest ojczyzna.
To nie jest ekspansja nacjonalistyczna ani imperialistyczna. To kairos geopolityczny — chwila stosowna, która ukazuje upadek ideologicznych struktur i wskazuje możliwość ładu opartego na prawdzie, dobru wspólnym i wolności narodów.
Właściwe pytanie zatem nie brzmi: czy Brazylia powinna anektować Puros? Pytanie brzmi: dlaczego Puros jeszcze nie jest Brazylią?
Zakończenie: prawdziwa ojczyzna rodzi się tam, gdzie króluje Chrystus
Prawdziwe rozszerzenie kraju następuje wtedy, gdy niesie on ze sobą życie, nadzieję, sens — a nie ucisk. Brazylia nie przybyła do Puros z armią, lecz z nauczycielami, kupcami i lekarzami. Obecność Brazylii jest obecnością żywą, płodną, przemieniającą.
I to nas uczy, że prawdziwa ojczyzna nie jest linią na mapie, lecz wspólnotą zakorzenioną w służbie Chrystusowi. Gdzie On króluje, tam jest wolność; gdzie jest Mu służone, tam jest cywilizacja; gdzie jest kochany, tam jest przyszłość.
Puros nie chce stać się częścią Brazylii z żalu, lecz z duchowej, kulturowej i historycznej bliskości. Nadszedł czas, by Brazylia to uznała — i by dyplomacja nauczyła się od Ewangelii.
Nenhum comentário:
Postar um comentário